No i proszę. Kolejny dzień ferii za nami, a my nadal w jednym kawałku!
Czwartek w Krężnicy zaczęliśmy niewinnie – od uwspółcześnionej wersji „kółka graniastego”. Tym razem z chustą animacyjną i cukierkiem w środku, gdzie cukierkiem było dziecko. Tak, żywe.
Potem obserwowaliśmy bezlitosne rekiny i dramatycznie uciekające rybki – w zabawie w... rekiny i rybki. To był prawdziwy trening przetrwania.
Następnie przenieśliśmy się na Arktykę. Rozpoznawaliśmy prawdę i fałsz w wiadomościach o niedźwiedziach polarnych (jednak nie jedzą lodów waniliowych). Dzieci dzielnie broniły swoich kier i z godnością przyjmowały fakt, że topnienie lodu jest nie tylko metaforą kończących się kiedyś ferii. Dzisiaj Edyta Słotwińska również porwała nas do biblioteki, żeby stworzyć własne niedźwiedzie polarne. A to doprowadziło do zużycia takiej ilości papieru toaletowego, które normalnie wystarczyłoby małej wiosce w sezonie grypowym.
Dzieci zaprezentowały również swoje ulubione piosenki – z takim zaangażowaniem, że poziom decybeli chwilowo przekroczył normy przewidziane dla budynku starej szkoły w Krężnicy Jarej. Ale zachowajmy to w tajemnicy. Dla zrównoważenia hałasu zrobiliśmy też głuchy telefon. Na plecach. Wiązało się to z natychmiastowym odkryciem, kto z nas ma łaskotki.
Już nie możemy się doczekać kolejnych harców. No dobra, możemy ;) - i czekamy!
![]()





