Pierwszy dzień ferii w GOKSiR za nami. Zaczęliśmy z przytupem. Dosłownie.
Marek Biszczak-Uniłowski oraz Mikołaj, Mateusz, Tymek i Szymon – czyli mistrz i jego fantastyczni uczniowie – pokazali nam, jak wygląda prawdziwy break dance. Każdy ich ruch wyglądał tak, jakby grawitacja była tylko sugestią, a nie zasadą fizyki. Wow!
Potem parkiet przejęła Dominika Dul i… stało się. Rock&roll porwał nawet tych, którzy jeszcze chwilę wcześniej byli trwale przyspawani do krzeseł. Okazuje się, że w każdym drzemie tancerz. Czasem tylko potrzebuje odpowiedniego rytmu.
Było też kulinarnie. Robiliśmy pierniczki. A przynajmniej taki był plan. Niektórzy potraktowali przepis jako luźną inspirację artystyczną i komponowali składniki według własnej wizji. Jeśli chodzi o kształty – kreatywność nie miała granic. Czy ktoś z Państwa widział kiedyś piernik w formie dodekaedru (dwunastościanu foremnego)? My już tak.
Dzięki zabawie „Tak, nie, nie wiem” poznaliśmy się lepiej. Wiemy już, kto ma lęk wysokości, kto mówi przez sen, kto był w Chinach, a kto – uwaga – myje zęby codziennie.
Nie zabrakło też rywalizacji. Przeciąganie liny rozgrzało atmosferę do czerwoności. Już same nazwy drużyn – Skibidibi, Parówki, Kebaby i Demony – budziły respekt. A w starciu dziewczyny vs. chłopaki… dziewczyny przeciągnęły chłopaków na swoją stronę. I nie jest to metafora.
Na koniec stworzyliśmy własne instrumenty perkusyjne, żeby po powrocie do domu dzieci mogły umilić popołudnie swoim bliskim. Bo czy może być coś przyjemniejszego niż koncert na grzechotkach w wersji solo?
To był dopiero pierwszy dzień. Jeśli tak zaczynamy, to co będzie dalej?
![]()




