Dziewiąty dzień ferii – i wciąż bez nudy! Najwyraźniej boi się do nas zaglądać… A dzisiejsze zajęcia odbywały się oczywiście w Krężnicy Jarej.
Zaczęliśmy bardzo niewinnie – od przeciągania liny. Niewinnie tylko z nazwy, bo emocje były takie, jakby stawką był co najmniej puchar świata, a nie symboliczna chwała i prawo do pierwszeństwa w kolejce po wodę. Lina przeżyła, nikt jednak nie zwyciężył.
Potem przyszedł czas na berka-przyjaciela – wersję, w której niby się łapiemy, ale z sympatią. Tyle w teorii…
Nie mogło zabraknąć dramatycznych rekinów i jeszcze bardziej dramatycznych, biednych rybek.
Były też gorące krzesła (bo ferie bez nich się nie liczą) oraz równie gorące kapelusze. W tej drugiej konkurencji dwie drużyny – już dzisiaj tradycyjnie – zakończyły zmagania remisem.
Pojawiła się również nowa wersja ciuciubabki – tym razem nie rozpoznawaliśmy, kto stoi przed nami, ale… kto się odzywa!
Po sportowych emocjach przyszedł czas na coś dla umysłu, czyli trening pamięci. Wybraliśmy się na wspólne, wielkie zakupy. I nie były to byle jakie zakupy! Na naszej liście znalazły się m.in.: czekolada, żelki, delma, krzesło, cegły, sklep, gwiazdy oraz świnka morska.
Znakiem rozpoznawczym tegorocznych ferii zostają – nie inaczej – kalambury. A niektórych bajek po prostu nie da się pokazać ani narysować. No nie da się, proszę pani!
Była też chwila artystycznego skupienia – za sprawą Edyty Słotwińskiej i własnoręcznie dekorowanych słoiczków. Farba została wszędzie, więc całkiem możliwe, że dzieci z Krężnicy wyznaczą tej wiosny nowe trendy modowe. Jeśli zobaczycie kolorowe rękawy i nogawki – już wiecie, skąd inspiracja.
Na deser – tworzenie rysunków i poszukiwanie ich autorów. I tu zaczęły się prawdziwe śledztwa: podejrzenia, analizy kreski, porównywanie stylu. Bo każdy autor musi walczyć o swoje prawa!
Podsumowując: było głośno, twórczo i – jak zawsze – wesoło. Dziewiąty dzień pokazał, że wciąż jednak mamy zapas energii. I to całkiem spory.
![]()





